dziwne rzeczy podczas odmawiania nowenny
Modlę się też w tej intencji litanią do św.Józefa. Jednak podczas odmawiania nowenn otrzymywałam inne łaski , ale mam nadzieję że z pomocą Pani Pompejańskiej w końcu spotkam mężczyznę który da mi szczęście i którego ja też będę uszczęśliwiać. Proszę o wsparcie i wstawienie się w mojej intencji do Pani z Pompejów.
Podczas odmawiania Nowenny znalazłam pracę niedaleko mojego miejsca zamieszkania. Zaczęłam odmawiać koleją Nowennę w intencji swojego syna o uzdrowienie mu twarzy z trądziku i lepsze oceny. Podczas odmawiania Nowenny trafiliśmy do dobrej pani dermatolog, która wdrożyła leczenie, które w dużym stopniu poprawiło stan twarzy mojego
Monika: powrót ukochanej osoby. Chcialabym sie podzielic z wami to co sie wydarzylo podczas odmawiania Modlitwy Pompejanskiej. Ale moze zaczne od poczatku…. Mysle ze moje slowa dodadza otuchy i walki dla osob ktorzy walcza o powrot ukochanej osoby… 2 lata temu poznalam wspanialego chlopaka bylismy pare miesiecy razem ale to wystarczylo
Szczęść Boże To moje drugie świadectwo, w pierwszym pisałam o otrzymaniu łaski czystości ( trwa to do dziś 9 miesięcy ), nadal nie używam brzydkich słów.a teraz chcę podzielić się następnymi łaskami i podziękować Najświętszej Królowej Różańca.
Szczęść Boże! W swoim życiu odmówiłam 3 nowenny pompejańskie. Jestem w przededniu rozpoczęcia czwartej, wypadałoby w końcu napisać swoje świadectwo. Tym bardziej, że w ciągu ostatniego tygodnia spełniła się moja prośba,zanoszona do Maryi w drugiej nowennie. Ale po kolei. Pierwszą 'pompejankę' odmawiałam 2 lata temu. Chwyciłam się jej jako tej…
Wcześniej przed rozpoczęciem nowenny poszedłem na kilka dni na pielgrzymkę do Częstochowy zawierzając tą relację także Matce Boże. Wraz z rozpoczęciem nowenny próbowałem walczyć o uratowanie tej relacji Podczas odmawiania nowenny czułem jednak taki niepokój, niepewność że stracę tę osobę.
permainan bulu tangkis biasanya dimainkan oleh sebagai berikut kecuali. Najtrudniej jest zacząć Tak samo trudno przychodzi mi pisanie tego świadectwa Nowenny Pompejańskiej, jak wytrwanie w pierwszych dniach Nowenny. Zdaje się, że jest jakaś siła, która za wszelką cenę nie chce, by prawda o potędze wstawiennictwa NMP poprzez tę szczególna modlitwę docierała do ludzi. Ale prawda jest cierpliwa i niezachwiana niczym dom wzniesiony na skale. Mniej więcej trzy lata temu po raz pierwszy sięgnąłem po Nowennę Nie Do Odparcia, jako ostatnią deskę ratunku w moim życiu, które osuwało się po równi pochyłej w pustkę i ciemność. Miałem trudności finansowe Problemy zaczęły się od finansów. Słabo zarabiałem, a spirala długów sprawiała, że za każdym razem, kiedy dzwonił telefon z nieznanego numeru dostawałem napadów paniki. Zwykle były to firmy windykacyjne albo komornik. Odsetki rosły, a spłacanie przypominało zatykanie sita, przez które bez ustanku przelewa się woda. Problemy zaczęły się także w rodzinie. Najpierw u mojej żony wykryto nawroty guzów piersi, a potem zachorował ojciec. Stracił pracę, a ja jednocześnie straciłem oparcie i ostatnią pomoc finansową, na którą mogłem jeszcze liczyć. Długi, kredyt mieszkaniowy, niepewna sytuacja w pracy i utrata zdrowia u moich najbliższych spowodowały na początku kompletne załamanie nerwowe. Długie godziny odrętwienia i nieprzespane noce. Dręczyły mnie koszmary, ze stresu budziłem się po kilka, a zdarzało się, że i po kilkanaście razy niemal każdej nocy, zupełnie zlany potem. Nie posiadając specjalistycznych umiejętności, w dodatku w trudnej w tamtym czasie sytuacji na rynku pracy, nie potrafiłem dostrzec żadnej nadziei na poprawę i zacząłem żyć przekonaniem, że lepiej już nie będzie, mając jednocześnie nadzieję, że reszta takiej egzystencji okaże się po prostu krótka. Przestałem mieć jakiekolwiek oczekiwania. Naprawdę, nie raz jedyną myślą, która dawała mi jakiś rodzaj dziwnej ulgi była nadzieja, że tej nocy moje ciało już nie wytrzyma tego napięcia i odejdę, przeciskając się przez granicę koszmarów, jak ostatni drut kolczasty. Byle tylko przestać się bać. Przestać odczuwać ból, gorycz i smutek. Chciałem zamknąć oczy, godząc się nawet na całkowite wymazanie mojego życia z odwiecznej księgi istnienia. Byle tylko przerwać to wszystko. Wiedziałem, że mam depresję. Nawet podejrzenie depresji dwubiegunowej. Jakiś czas przed tymi wydarzeniami próbowałem się leczyć farmakologicznie. Ale nie dawało to większych efektów. Raczej sprawiało, że było mi wszystko jedno i mogłem sobie funkcjonować nie czując nic i niczego nie oczekując. Odstawiłem leki. Nie miałem wtedy tych wszystkich problemów. Ale widać tak to już jest, że nierozwiązane sprawy lubią powracać zdwojone nowymi nieszczęściami. I tak, któregoś dnia poczułem się jak Hiob, który traci dosłownie wszystko. Czułem, że moje życie jest praktycznie o krok od utraty tego wszystkiego, co zdawało mi się, że miałem. Teraz wiem, że nie miałem nic. Tylko swoje egoistyczne wyobrażenia o sobie, świecie i sposobie w jaki ma on dla mnie funkcjonować. I kiedy sytuacja stawała się już niemal nie do zniesienia przypomniałem sobie o Nowennie Pompejańskiej. Dostałem kiedyś książeczkę z Nowenną od pewnej osoby w rodzinie. Nigdy jej nie przeczytałem, przypuszczam nawet, że musiałem ją gdzieś zapodziać – prawdopodobnie celowo. Śmieszyły mnie wszelkie dewocjonalia, a modlitwy polegające na monotonnym powtarzania tych samych formułek wywoływały politowanie. Chciałem coś udowodnić Bogu Była we mnie jakaś wiara. Ale była ona z gruntu zła. Polegała na założeniu, że Bóg kocha tylko swoich wybrańców i że ja nigdy nie będę w stanie sprostać jego wymaganiom, więc nie ma się po co starać. Wręcz przeciwnie, miałem wrażenie, że muszę mu pokazać, że sam zadbam o siebie i wszystko czego dokonałem jest tylko i wyłącznie zasługa mojej pracy i moich starań. Przed tym wszystkim miałem dobrą pracę i dużo rzeczy w życiu przychodziło mi w miarę łatwo. Pozostawałem jednak egoistą, człowiekiem o wybuchowym charakterze, który niejednokrotnie otwarcie występował przeciwko Bogu, Kościołowi i religii. Musiały minąć lata, które doprowadziły mnie do upadku, zanim zdałem sobie z tego wszystkiego sprawę. Nie odnalazłem książeczki z Nowenną, ale wyraźnie przypomniałem sobie słowa, które usłyszałem kiedy ją otrzymałem: „Matka Boża obiecała każdemu, kto przez 54 dni będzie odmawiać tę Nowennę rozwiązanie każdego problemu, każdej sytuacji życiowej.” Słowa te zaczęły krążyć wokół mnie zawsze wtedy, kiedy sprawy zaczynały się pogarszać. A powoli zaczęły właśnie sięgać dna. Byłem zrozpaczony i postanowiłem rozpocząć Nowennę Pompejańską Postanowiłem spróbować. Znalazłem Nowennę w Internecie. Nie miałem nic do stracenia. Sytuacja z dnia na dzień była co raz gorsza i byłem gotów chwycić się wszystkiego. Nie wiedziałem jak mam zacząć. Od lat w kościele pojawiałem się wyłącznie na święta, śluby, pogrzeby i komunie… Zapomniałem nawet jak odmawiać różaniec. Ale mimo wszystko zacząłem. Nie było łatwo. Tajemnice myliły mi się i przez długi czas musiałem wspomagać się broszurką z modlitwą w wersji cyfrowej. Moją intencją było oczywiście: uwolnienie od długów i poprawa sytuacji finansowej. Po odmówienie pierwszej Nowenny nie stało się nic. Wręcz odwrotnie, nastąpiło pogorszenie. Byłem zawiedziony i rozgoryczony. Ale mimo wszystko pojawiła się wtedy myśl, żeby się nie poddawać. Jakieś dziwne przeczucie, że w tej modlitwie nie należy odpuszczać. Zacząłem po raz drugi. Dalej modliłem się w każdej wolnej chwili o pieniądze. Zdawałem sobie sprawę, że pewnie większość ludzi ma bardziej wzniosłe prośby, ale moja potrzeba była przecież czysto materialna. Gdyby się tylko wyrównała sytuacja z pieniędzmi, to wszystko się jakoś ułoży – tak sobie myślałem. Spowiedź z całego życia Muszę zaznaczyć, że przez cały ten czas tkwiłem nieświadomie w grzechach. Nie spowiadałem się przez połowę mojego dorosłego życia i pozostawałem w takim stanie odmawiając Nowennę – trochę jako ostatnią deskę ratunku, a trochę niemalże jak jakąś magiczną formułkę. Bez prawdziwej wiary i zaufania, które przyszły dopiero potem. Miałem takie założenie, że jak Bóg mi pomoże w tej trudnej sytuacji, to zacznę regularnie chodzić do kościoła, wyspowiadam się i będę przyjmować komunię. Będę się modlił i starał się być dobrym człowiekiem. Będę unikał wszelkich okazji do grzechu. Traktowałem Nowennę jako swego rodzaju transakcję: „jak się uda to ja w zamian Panie Boże zostanę dobrym katolikiem”. Zaczęło do mnie docierać, że moja modlitwa jest wyrazem głębokiej hipokryzji. Ale pod koniec pierwszej Nowenny – pomimo automatyzmu z jaką ją odmawiałem – coś nie dawało mi spokoju. Czułem, że muszę się wyspowiadać, a uczucie to rosło z każdym dniem. Tak, że po jakimś czasie stało się w zasadzie przewodnią myślą, jakimś myślowym tłem podczas odmawiania kolejnych dziesiątków różańca. Zacząłem wtedy przeglądać świadectwa odmówionej Nowenny i czytać o Objawieniach Matki Bożej, a także o samej Nowennie Pompejańskiej i bł. Bartolo Longo. Uderzyło mnie wtedy, to że ten człowiek był praktycznie satanistą i przypomniałem sobie samego siebie i swoje bluźniercze wystąpienia przeciw Bogu. Moją wczesną młodość i zabawy z okultyzmem, eksperymentami z podróżami astralnymi. Wszystkie świętokradztwa i profanacje, w których brałem udział jak pijana kukła. Naprawdę poczułem w duszy gorący żal. Zupełnie jakbym skrzywdził kogoś bliskiego. Z drugiej strony pojawiła się nadzieja, że skoro ktoś kto zwalczał otwarcie Boga stał się świętym, powiernikiem Nowenny, to nie przypadkiem modlitwa ta pojawiła się w moim życiu w tym właśnie momencie. Długo nie mogłem się zebrać na odwagę. Czułem wręcz, że coś mnie przed tym powstrzymuje. Nieoczekiwanie znalazłem treść Egzorcyzmu Prywatnego z modlitwą do Archanioła Michała. Zupełnie nie wiem skąd mi to przyszło do głowy, ani jak natrafiłem na ten tekst. Nie bardzo wierzyłem w egzorcyzmy i przyznam szczerze, że powątpiewałem w istnienie osobowego zła. Tkwiłem w błędzie i jednocześnie przekonałem się, że to bardzo potężna modlitwa. Na krótko przed modlitwą o uwolnienie odmawiałem różaniec i prosiłem Matkę Bożą o pomoc w uwolnieniu. Natomiast w trakcie odmawiania egzorcyzmu poczułem fizycznie, że coś opuszcza moje ciało. To nie jest żadna przenośnia. Zwyczajnie coś, co uwierało mnie przez lata po prostu zniknęło. Dotąd bardzo często towarzyszyło mi uczucie, że ktoś mnie śledzi, podąża za mną po kryjomu, a jego zamiary są złe do szpiku kości. Często oglądałem się ukradkiem przez ramię, a zasypiając w ciemnościach czułem czyjąś obecność. W snach muskały moją skórę lodowate dłonie, puste oczy wierciły mnie nienawistnym spojrzeniem. Teraz to wszystko w jednej chwili minęło. Odeszło. W duszy pojawiło się ciepło. Zakiełkowało pierwsze ziarno radości i nadziei. W końcu zdecydowałem się przystąpić do spowiedzi. Nie jest to łatwe dla kogoś, kto przez 18 lat tego nie robił. Moja spowiedź trwała 40 minut, a pod jej koniec miałem łzy w oczach. Dorosły facet płakał i pociągał nosem. Żałowałem zmarnowanych lat, upokorzeń i ciemności, skrzywdzonych ludzi i całego zła, które było moim udziałem. Żałowałem samego siebie. Żałowałem, że zawiodłem kogoś, kto bez wahania oddał za mnie swoje życie. Potem przyszło uczucie ogromnej ulgi. Czegoś takiego nie było mi dane doświadczyć przez całe życie. Matka Boża zaczęła prostować moje życie Kolejna Nowenna przyniosła pokój serca, który nadszedł pomimo trudnych okoliczności i wytężonej pracy. Powoli zacząłem dostrzegać działanie łaski Bożej w każdym, najdrobniejszym zdarzeniu, które budowało kolejne dni. Któregoś dnia przyśniły mi się otoczone białym światłem dłonie, które wypuszczały gołębia wzbijającego się do lotu. Po przebudzeniu miałem wrażenie, że moje serce przeniknęło niezwykłe ciepło. W jakiś czas potem unormowało się zdrowie mojej żony. Modliłem się dalej. Pojawiła się nieoczekiwana podwyżka i sporo sprzyjających okoliczności (raz nawet znalazłem w tramwaju los na loterię – był nie aktualny i nikomu nie przyniósł wygranej, ale wiedziony instynktem puściłem te same liczby na następne losowanie i wygrałem prawie 500 zł! Mogłem zabrać rodzinę na weekendowy wyjazd, na który nie stać nas było od dawna). Zacząłem regularnie spłacać długi. Przestał grozić komornik i życie stawało się znośniejsze. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że stało się to za przyczyną NMP i cudownej Nowenny. Moja wiara zaczęła dojrzewać, umacniana regularną eucharystią. W międzyczasie przeczytałem Dzienniczek Siostry Faustyny, książkę o objawieniach Maryjnych, Lui et Moi Gabrieli Bossis, a także objawienia Katarzyny Emmerich. Pomiędzy następnymi Nowennami, odmawianymi tym razem w intencjach moich bliskich, zacząłem odmawiać również Nowennę do Matki Bożej Rozwiązującej Węzły oraz kilka modlitw do świętych patronów spraw trudnych i beznadziejnych – do św. Ritty. W tamtym czasie mój ojciec powrócił do zdrowia a w kilka miesięcy potem dostał nawet dobrze płatną pracę. Kolejny raz osoba, przez którą odkryłem Nowennę Pompejańską podarowała mi książeczkę z modlitwą: „Jezu Ty się tym zajmij„, od której nieraz zaczynam swój dzień, powierzając go Bogu (odmawiam tę modlitwę codziennie wraz z przynajmniej jednym dziesiątkiem różańca). Sprawy zaczęły się stopniowo polepszać, a ja zostałem zawstydzony bezmiarem Bożego Miłosierdzia – przebaczenia i łask, które Bóg ma dla nas przygotowane, jeśli tylko zaufamy mu i pozwolimy działać. Przez kolejne lata pojawiały się następne podwyżki i awanse. Pozbyłem się jednej trzeciej wszystkich długów, a jakość życia – mojego i moich najbliższych uległa cudownej poprawie. Odzyskaliśmy radość i nadzieję. Odzyskałem nie tylko wolność finansową, ale znacznie więcej. Religijność stała się nową częścią mojej rzeczywistości i pozwoliła mi dostrzegać to, co dotąd było dla mnie zakryte. Coś co teraz mogę dzielić z najbliższymi i co spaja nas jako rodzinę. Życie nadal zaskakuje mnie problemami i trudnymi sytuacjami. Ciągle walczę ze swoimi słabościami. Ale wiem, że w każdej chwili i po każdym upadku Bóg jest gotów przyjąć mnie z powrotem, wesprzeć i poprowadzić dalej. Gorąco polecam Nowennę Pompejańską. To modlitwa, która przemienia nie tylko życie, ale w trakcie jej odmawiania przemianie podlegają nasze serca. Trzeba je tylko otworzyć, zaufać i pozwolić działać Duchowi Świętemu. Wojciech
Witam, jakiś czas temu napisałam świadectwo kiedy zaczęłam NP i przedstawiłam swoją intencje, obawy i nadzieje. Dziś zostały mi 2 dni do ukończenia i chcę się z Wami czymś podzielić, zwłaszcza z tymi osobami, które się boją ataków złego, nie dowierzają, że NP po kolei, modlę się od listopada w intencji chłopaka ateisty, który mnie zostawił po 2 latach związku. Modlę się o jego nawrócenie, mając też nadzieje, że jego uczucia jeszcze nie wygasły, ale intencją jest nawrócenie. Np znalazłam w internecie, kiedy szukałam jakieś modlitwy o nawrócenie i trafiłam na tę stronę. pierwsza myśl była taka, że ta modlitwa jest długa i trwa wiele dni i że to trochę dużo bo jestem osoba która wiecznie nie ma czasu. Ale podjęłam decyzję, że zacznę odmawiać NP, zrobiłam sobie tabelkę na 54 dni i następnego dnia zaczęłam się modlić. Początki były trudne, bo tęskiniłam, byłam rozżalona, cześć błagalna opierała się głównie na uczuciach porzuconej dziewczyny i moja modlitwa była taka „na gorąco” życzyłam mu wszystkiego dobrego, bardzo chciałam żeby się nawrócił i aby Matka Boska sie nim opiekowała. Cz. dziękczynna była trochę inna, zaczeło się normalnie tak jak przedtem ( choć teraz z perspektywy czasu widzę że byłam juz wtedy trochę wyciszona) po poru dniach zaczęły się schody, (czytałam na tej stronie że zły działa i trochę sie tego bałam że zrujnuje mi życie, ale intencja była ważniejsza). Stałam się przybita, nic nie miało sensu, płakałam cały czas, czułam się źle tak, że nie da się tego opisać, myślałam nawet ze mam odchylenia psychiczne. MASAKRA. dużo pomogły mi Wasze świadectwa i wpisy. Potem nastąpiła zmiana, stałam się pobudliwa podczas modlitwy, nie mogłam się skupić, myliłam sie , zapominałam w którym momencie modlitwy jestem, sposób aby kontynułowac nowenne znalałam taki, że podczas modlitwy np porządkowałam ubrania, albo książki, robiłam cokolwiek żeby zająć czymś ręce i móc dokończyć się modlić, miałam potem wyrzutu że może lekceważe modlitwe ale nie było innego sposobu. Cały czas wiedziałam, że to szatan próbuje mnie zniechęcić, ale to było takie jałowe, wiem że to brzmi dziwnie, ale miałam poczucie, że to nie do końca działa, bo w mojej intencji nic się nie zmienia, tzn. nie wiem czy coś się dzieje, bo nie mam kontaktu z osobą za którą się modlę. Czytałam któreś świadectwo, że im ważniejsza intencja tym zły bardziej meczy, a to co działo sie ze mną było okropne, ale jałowe, w taki sensie, że nie odczówałam bezpośredniej ingerencji złego, trochę się zmartwiłam, wiem że to brzmi nienormalnie ale takie miałam odczucia, tzn teraz wiem, bo, dziś w nocy doznałam czegoś dziwnego. Od pewnego czasu odczówałam dziwne wrażenie w kończynach i nie było ono nie przyjemne, to nie był ból, takie jakby ciepły prąd ale było on lekki i w sumie myslałam, że coś mi się wydaje. Dziś rano o 5 wstałam, żeby ściągnąć sobie pare rzeczy z internetu, bo mam limit a w nocy nie. Potem się położyłam bo było wcześnie i chciałam jeszcze trochę podrzemać. Kiedy przysypiałam zaczęło mi szumieć w uszach, myślałam, że to mi się śni, ale uświadomiłam sobie, że przeciez nie śpię, i poczułam jak coś,jakas siła ściska mi ręce i nie mogę nimi ruszać, przestraszyłam się i zaczełam modlić, odmawiałam Zdrowaś Marjo jaedno po drugim, strach minął po chwili ustąpił szum i ucisk, uspokoiłam się. Pomyslałam wtedy o osobie za którą się modlę i znów zaczęło się to samo tyle, ze trwało dłużej i zajeło też nogi. Zaczełam się modlić, nie mogłam się ruszyć szum był głośtny tak że w pewnym momencie zaczełam szeptać modlitwe głośniej. Nie mogłam ruszyć dłońmi ani nogą coś jakby mnie trzymało, nie czułam dotyku tylko jakaś siłe która mnie paraliżuje, zaczęłam z całej siły ruszać noga nie mogłam jej podciągnać, po chwili to ustąpiło. Już nie spałam. Wiedziałam że to zły, i powtażałam że nie wygra z modlitwą (i mam zamiar ją dokończyć). Muszę przyznać, że to mi w pewien sposób pomogło, bo wiem, że ta modlitwa to nie jest zwykła modlitwa skoro zły tak sie jej boi, mimo pewnego strachu jestem spokojna i można powiedzieć zadowolona, bo teraz wiem, że TO DZIAŁA, TO JEST NAPRAWDĘ. Myślę, ze Matka Boska pozwoliła na to bo wiedziała, że jestem niedowiarkiem, chociaż myślałam, że nie jestem, po tym zdarzeniu uświadomiłam sobie, że nie do końca byłam przekonana. Przypomniałam sobie również o zdarzeniach z przed roku lub dwóch kiedy byłam w związku z tym ateistą, w którego intencji się teraz modlę. Przez kilka nocy budziłam się, tzn budziła mnie wieża stereo która sama się właczała w środku nocy, wtedy wstawałam wyłaczałam ją z gniazdka i szłam spać, ale nie zasypiałam bo czułam to samo uczucie co dziś w nocy : coś paraliżowało mi dłonie po nadgarstki bardzo mocno, nie mogłam nimi ruszać, zaczynałam modlitwę Zdrowaś Mario i to ustępowało, potem zasypiałam i spałam do rana. Było to dziwne ale, nie wiedziałam co to jest, i czekałam co bedzie się działo dalej, to powtarzało się przez kilka nocy pod rząd, aż zniknęło. Zbagatelizowałam to, chłopakowi o tym nie powiedziałam, bo myślałam, że weźmie mnie za nienormalną, w końcu był, tzn jest ateistą i w takie rzeczy nie wierzy. Rozmawiałam tylko z koleżanką, która powiedział mi że jej kolega miał podobnie, budził go” ktoś” lub „coś”co noc, nie pamiętam jak to dokładnie z nim było, ale też się modlił Zdrowaś Mario i przechodziło. Teraz dało mi to do myślenia, uświadomiłam sobie, że już wtedy powinnam się zacząć modlić o jego nawrócenie, ale nie zdawałam sobie sprawy że to tak poważna sprawa i że takie rzecze na serio się zdarzają. Myśle, że Matka Boża po to nas rozdzieliła, abym zaczeła się za niego modlić. Widze teraz swoją ślepotę. W niedzielę skończę NP i mam zamiar wybrać sie do Koscioła Mariackiego na mszę, tak na zakończenie ( mieszkam w Krk, tzn. studiuję). Planuję też rozpocząć kolejna NP w tej samej intencji. To co dziś się wydarzyło otwarło mi oczy i uświadomiło, że nie ma żartów i trzeba się modlić. Paradoksalnie szatan chcąc mnie wystraszyć jeszcze bardziej mnie zmotywował do modlitwy. Przy końcu widzę też pewne zmiany w sobie, moje podejście do modlitwy stało sie bardzej dojrzałe i dojrzalej podchodzę do tej intencji. Uczucie nie mineło, chwilami jeszcze chce mi sie płakać , ale jestem dużo spokojniejsza niż na początku NP, choć jeszcze nie zupełnie spokojna, ale wiem, że wszystko bedzie dobrze, muszę się tylko (lub aż)modlić i wierzyć. Wy także się nie poddawajcie. Powodzenia ( Może trochę chaotycznie to napisałam, ale starałam się to opisac najlepiej jak umiem)
Świadectwo dotyczy Nowenny Pompejańskiej i zostało umieszczone w książce o objawieniach w Ostrożnem “Serce w Serce”autorstwa Grzegorza Kasjaniuka. Z całego serca zachęcam do poznania historii siostry Czesławy Polak. Dziś mija 4 lata odkąd zaczęłam modlić się Nowenną Pompejańską. Niech będzie chwała i cześć Dobremu Bogu, przez Serce Niepokalanej, za to co czyni we mnie i przeze mnie 🙏💞😇 Świadectwo w wersji oryginalnej 🙂 Grzegorz poprosił mnie o podzielenie się swoim świadectwem, jak Matka Boża przez Nowennę Pompejańską (Różaniec) odmieniła moje życie. Grzegorz pozostawił mi pełną wolność, więc pewnie się rozpiszę 🙂 bo i jest o czym. Zacznę sięgając mojej wczesnej młodości. Zostałam wychowana w wierzącej i praktykującej rodzinie katolickiej. Dodam tylko, że była to rodzina wielodzietna (jest nas 7 rodzeństwa – teraz już było…), niezbyt zamożna, a w sumie to nawet bardzo uboga, ale w tym momencie nie będę się na tym skupiać. Odkąd pamiętam rodzice i babcia dbali, abyśmy chodzili na nabożeństwa majowe, różańcowe, w adwencie Roraty (hartcor 6 rano!), w Wielkim Poście Droga Krzyżowa i Gorzkie Żale, a w środy chodziłam z babcią na nowennę ku czi Matko Bożej Nieustającej Pomocy. W środy spotykało się też Bractwo Matki Bożej Bolesnej (moja rodzinna parafia pw. MBB w Limanowej), do którego już w wieku 9 lat zostałam przyjęta jako najmłodsza członkini (niestety po okresie szkolnym zdaje się, zaniechałam odmawiania Koronki do Matki Bożej… ufam, że jeszcze ożywię to nabożeństwo w sobie). Powierzyłam się też Matce Bożej oddając całą siebie, pełniąc służbę w Dziewczęcej Służbie Maryjnej. Można sądzić z tego opisu, że to już prawie świętość 😉 Przez lata, różne sytuacje, okoliczności i ludzi (nie chcę wchodzić w szczegóły, bo niektóre są bolesne i po co przypominać raniąc przy tym innych) moja wiara nieco spowszedniała, wystygła, o okresowo nawet zamarzła… Rzeczy ważne zaczęłam spychać na dalszy plan i zwyczajnie lekceważyć wartości, w których zostałam wychowana. Chociaż w niedzielę do Kościółka zawsze przykładnie chodziłam, ale wewnątrz była zupełna obojętność, pustka.. na Mszy św. zdarzało mi się układać plany na dalszą część dnia i cały tydzień… Ten okres na szczęście nie trwał długo. W 1994 po niespełna półrocznym czasie od poznania, wyszłam za mąż za pewnego bardzo przystojnego mężczyznę 🙂 i nic w tym dziwnego (chociaż kiedyś miałam pragnienie pójścia do zgromadzenia Sióstr Szarytek na Warszawskiej w Krakowie), prócz faktu, że Boguś mój jest osobą niepełnosprawną, choruje na postępujący zanik mięśni, a w momencie kiedy się poznaliśmy, lekarze wydali na Niego wyrok, dając tylko 2 lata życia – dziś jesteśmy już 24 lata po ślubie! Jak widać Pana Boga nie można ograniczać, bo tylko On Dawca życia, zna jego długość. Lata małżeństwa nauczyły i ciągle uczą mnie pokory. To nieustanna służba i szukanie rozwiązań, sposobów, jak godnie i normalnie funkcjonować na co dzień, mimo ograniczeń i trudności, które nie zawsze na pierwszy rzut oka widać. Wiele osób mówi jaka to jestem wspaniała i cudowna, jaka dzielna i silna, jak mnie podziwiają 🙂 a ja jestem zwyczajna, chociaż prawie góralka 😉 a moją siłę, odwagę i moc czerpie z Krzyża Chrystusa. Wiem też, że to moje oddanie się Matce Bożej w dziewczęcych latach dzisiaj procentuje z ogromną siłą, i tylko dzięki tej Bożej pomocy jestem w stanie ogarniać problemy, które czasem mnie normalnie po ludzku przerastają. Kiedy 3 lata temu, 1 lutego 2015 roku rozpoczęliśmy wspólnie z mężem odmawiać Nowennę Pompejańską byłam w wielkim dołku psychicznym z różnych przyczyn, a głównie z powodu pogarszającego się bardzo mocno mojego stanu zdrowia. Moje ciało, szczególnie kręgosłup i kolana, są mocno eksploatowane i już dawno sugerowano mi operację kręgosłupa. Pojawił się też guz w podbrzuszu, który pomimo szeregu wykonanych badań, do dzisiaj jest niezdiagnozowany, chociaż już nie jest taki dokuczliwy, ale wówczas spędzał nam sen z powiek. Mój mąż potrzebuje pomocy we dnie i w nocy, więc jakakolwiek chirurgiczna interwencja to ostateczna ostateczność 🙂 Od początku naszej wspólnej drogi proszę Boga o siły fizyczne, bo to bardzo ważne w naszej sytuacji, ale proszę też o cierpliwość, wyrozumiałość i nieustanną pokorę, bo jednak nawet po tylu latach trudno osobie zdrowej, tak naprawdę zrozumieć co przeżywa człowiek prawie w 100% zdany na łaskę i niełaskę innych… Więc kiedy rozpoczęliśmy NP byliśmy oboje bardzo zdeterminowani, i w ogóle to było niewyobrażalne jak można codziennie, przez 54 dni odmawiać 3 Różańce w ciągu dnia! (od lat jesteśmy oboje w Różach Żywego Różańca, i ten dziesiątek już był niemałym wyzwaniem). Matka Boża jednak z dnia na dzień uspakajała moje serce. W trakcie pierwszej NP, a właściwie to już na samym Jej początku, dziwnym trafem ktoś dodał mnie do fejsbukowej grupy „Msza Święta z modlitwą o uzdrowienie”, gdzie bardzo mocno zaangażowałam się w modlitwę za osoby i intencje tam publikowane. Poznałam tam (wirtualnie) wiele fantastycznych osób, z którymi do dzisiaj jestem w kontakcie. Zaczęłam też trafiać (w tej grupie) na linki do ciekawych konferencji. Poznałam (wirtualnie 🙂 ) Galusa, „Dotyk Boga”prowadzony przez Michała Świderskiego, Te „znajomości” zaowocowały chęcią coraz głębszego poznawania Ducha Świętego, bo jak się okazało, to właściwie ja nic o Nim nie wiedziałam… Przez te ponad 3 lata, praktycznie cały czas (z niewielkimi kilkudniowymi przerwami na początku) odmawiam NP. Matka Boża przewróciła moje życie do góry nogami 🙂 Niby nic się zmieniło zewnętrznie, a cały mój świat, tzn. moje patrzenie, postrzeganie, wartościowanie zmieniło się diametralnie. 2 lata temu, też przypadkiem, a wiadomo „przypadek” to drugie imię Ducha Świętego 🙂 trafiłam razem z mężem na kurs Alpha organizowany w naszym mieście Bochni. Do dziś nie wiem jak to się udało :), ale mam przekonanie, że Matka Boża cały czas troszczy się i pomaga mi w najdrobniejszych, banalnych sprawach. W trakcie kursu, przed weekendem który miał być poświęcony Duchowi Świętemu, wybraliśmy się na pielgrzymkę do Łagiewnik (akurat był tydzień po święcie Bożego Miłosierdzia) i tam, tylko przez kilka sekund, poczułam tak silną Bożą Miłość, że miałam wrażenie jakby serce miało mi się rozpaść na tysiące kawałeczków, a jednocześnie było to tak błogie i radosne uczucie, że chciałoby się tak zostać na zawsze. Tydzień później na modlitwie o wylanie darów Ducha Świętego, Zmartwychwstały Pan wkroczył z wielką mocą w moje życie i od tej pory codziennie mnie zaskakuje 🙂 Po tym kursie, kiedy Bóg tak bardzo rozbudził serca uczestników, powstała wspólnota Strumienie Wody Żywej, która bardzo aktywnie działa ewangelizacyjnie w naszym mieście. Wspólnota daje siłę i umocnienie, a wspólnotowa modlitwa i uwielbienie Boga, pomaga w przełamywaniu swoich ograniczeń i przewartościowaniu swoich braków czy ułomności. We wspólnocie odkopałam talent, który ponad 20 lat drzemał uśpiony 🙂 zaczęłam znowu śpiewać (kiedyś coś tam chałturzyłam 😉 ) ale teraz już na chwałę Pana w diakonii uwielbienia, posługuję też modlitwą wstawienniczą. Po zeszłorocznych rekolekcjach wspólnotowych Pan Bóg uzdrowił mnie z przypadłości związanych z okresem przekwitania, który bardzo wcześnie i ciężko u mnie przebiegał być może w związku z wcześniejszymi operacjami (szczególnie dokuczliwe od kilku lat były bóle głowy), oraz uwolnił mnie od uciążliwych i nieprzyjemnych dolegliwości jelitowych (uchyłki i zespół jelita drażliwego). 15 sierpnia 2016 w Święto Wniebowzięcia Matki Bożej użądliła mnie osa (od maleńkości byłam uczulona i każde takie spotkanie z różnego rodzaju owadami było bardzo bolesne i kłopotliwe, chociaż z pomocy ambulatoryjnej raczej nie pamiętam żebym korzystała). Ale to użądlenie było jakieś szczególnie toksyczne… w bardzo krótkim czasie poczułam, że sztywnieje mi szczęka, ściska gardło, serce kołacze i cała byłam rozdygotana… to chyba nazywa się wstrząs anafilaktyczny. W odruchu paniki, ale i z wielkim zaufaniem stanęłam przed wizerunkiem Piety Limanowskiej, błagając o ratunek. Chyba całe życie klatka po klatce mignęło mi przed oczami, ale najważniejszy był mój Boguś, kto się Nim zaopiekuje, kiedy coś mi się stanie… Przenajświętsza, Bolejąca Matka po raz kolejny okazała mi jak bardzo troszczy się o swoje dzieci, jak bardzo kocha i jak wrażliwa jest na ból i ludzkie cierpienie. Ocaliła mnie, abym mogła dalej służyć i w modlitwie Różańcowej wypraszać łaski dla siebie i innych. Dzisiaj jestem zupełnie inną osobą i wciąż staram się, by zmieniać się na lepsze. Pewnie, że wciąż upadam, wciąż zdarzają się gorsze dni i kryzysowe momenty. Bardzo ubolewam nad moją bylejakością i niedbałością – to ciągła praca, czasem wręcz heroiczna i syzyfowa, kiedy oskarżyciel ciągle wywleka jakieś przypadłości „starego” człowieka we mnie, kiedy atakuje często nawet przez najbliższych wywlekając i rozdrapując bolesne sprawy. Zdarzają się nawet ataki fizyczne poprzez dziwne, niby dające się w sposób logiczny wytłumaczyć wypadki – a to potykam się na własnych nogach i mam spadać ze schodów (tu potężna interwencja mojego osobistego Anioła Stróża, który szarpnięciem do tyłu, uchronił mnie od upadku, kalectwa, a może nawet śmierci), to uderzę się klapą od samochodu, którą zamykam setki raz, to oparzę się żelazkiem ( 3 V tego roku dawałam świadectwo o NP, a przed wyjściem prasując pomiętą bluzkę chwyciłam za rozgrzane żelazko od przodu… nawet dziecko wie, że tak nie wolno robić!) W trakcie odmawiania NP kilka Różańcy zostało poszarpanych i zniszczonych w dziwny sposób (mam to udokumentowane), ale cóż on może 🙂 Jak to mówi może tylko posyczeć i postraszyć. Oczywiście nie można bagatelizować i lekceważyć działania diabła, ale też znowu nie ma się co trząść przesadnie, bo przy Maryi zawsze jest bezpiecznie 🙂 Moim pragnieniem jest odmawianie Nowenny Pompejańskiej do końca życia. Jest tyle próśb do omodlenia, tyle osób zwraca się o wstawiennictwo przez Serce Niepokalanej. No właśnie piękną praktyką jest nabożeństwo Pierwszych Sobót, o które prosiła Maryja w Fatimie, a które też już od dłuższego czasu staram się propagować przez swoje świadectwo. W każdym Różańcu staram się też pamiętać o duszach w czyśćcu cierpiących, aby przez modlitwę przynosić Im ulgę i prosić Je o modlitwę w intencjach, które polecam. A jak i kiedy się modlę? Idealnie, kiedy mogę wziąć Różaniec do ręki i poświęcić ten czas tylko modlitwie, ale niestety częściej zdarza się, że modlę się pracując, czy jadąc samochodem. Myślę, że najważniejsze jest oddanie serca i intencja, pragnienie modlitwy, a nie same okoliczności, w których się modlę. Nie boję się o posądzania o „klepanie” Różańca, niech ci co tak mówią, spróbują się modlić w każdej sytuacji, a Matka Boża przyjmie każdą „Zdrowaśkę” i każdą przemieni w konkretne, choć nie koniecznie już widoczne błogosławieństwo. Na modlitwie nie chodzi o komfort i uniesienia, ale o oddanie nawet tej swojej bylejakości. Przez to moje świadectwo pragnę oddać należną cześć Przenajświętszej Panience i pokazać jak w Jej cudownym Towarzystwie można w swoim ograniczeniu, codzienności i zwyczajności dokonywać rzeczy nadzwyczajnych 🙂 i być użytecznym narzędziem w rękach Boskiego Garncarza, który nieustanie tworzy nowe dzieła, angażując nas w swojej pracowni. Tak wiele zależy od każdego z nas! Gorliwą i wytrwałą modlitwą możemy góry przenosić i przemieniać czyjeś, a na pewno swoje życie! Dziękuję, że mogłam podzielić się z Wami moją radością i doświadczeniem Bożej Miłości. Niech Dobry Bóg w swej bezgranicznej hojności obdarza każdego z nas, przez Serce Maryi obfitością swej łaski i nieograniczonym bogactwem swego Miłosierdzia. Do zobaczenia kiedyś 🙂 cdn! oczekujcie 🙂
dziwne rzeczy podczas odmawiania nowenny